Górny Śląsk od czasów plemiennych był regionem pogranicza. Na takim terenie niezmiernie trudno ustalić przynależność narodową według obiektywnych kryteriów. Decydujące często są rozstrzygnięcia jednostkowe, opierające się o przeżycia własne lub bliskich. Decyzja podejmowana jest w oparciu o przesłanki religijne, duchowe, historyczne, socjalne, gospodarcze itd. Sam język nie jest tu kwestią najważniejszą.
(O. Ulitz, Oberschlesien. Aus seiner Geschichte, Bonn 1971, s. 28-29)
Do XIX w. Górnoślązacy nie mieli problemów z ustalaniem przynależności państwowej, najliczniejsza warstwa ludności – chłopi, nie mieli nawet specjalnie pojęcia, co mogłoby to znaczyć, należeli wszyscy do “pana”, czyli właściciela wioski, księcia lub cesarza. Problem polegał jednak na tym, że - jak pisał książę Kraft von Hohenlohe – czasem nie czyniono większych rozróżnień między Bogiem, a królem. Przytacza on nawet przykład, gdy pewnego rekruta zapytano, ilu bogów wyznaje, odpowiedział krótko: Drei, den preußischen, den österreichischen und den russischen… (K. Franzke, Die oberschlesische Industriearbeiter von 1740-1886 r., Breslau 1936, s. 95)
Również podczas wojen napoleońskich, gdy również polskie wojska wkraczały na pruski ówcześnie Śląsk, miejscowa ludność reagowała na działania wojsk pruskich i polskich tak samo: w przypadku zamiaru plądrowania wioski, uciekano w przestrachu do lasów. (K. Franzke, s. 95)
Radca rejencji opolskiej Benda, który był zwolennikiem nauki szkolnej wyłącznie w języku niemieckim, a więc bezwarunkowej germanizacji, w 1819 r. pisał o polskich Górnoślązakach:
Unglucklich nenne ich dieses Volk, weil es, eigentlich bis jetzt kein Vaterland, keine Schriftsprache hat und in Zwitterhaftigkeit zwischen dem eigentlichen Polen und Deutschen steht. (…) Das Volk von dem ich spreche, gehört einem deutschen Fürsten an, es wird nach deutschen Gesetzen regiert allein es kennt weder seinen Fürsten, noch die Sprache seiner Gesetze. Es bleibt den Beamten des Staatss entfremdet, die wenig oder keine Wirksamkeit auf dasselbe haben, die es zwangsweise lenken, nicht durch Liebe, sondern durch Furcht. (…) Es gehört seinen Namerwerwandten ebenso wenig an, denn auch die eigentliche polnische Sprache spricht es nicht, sondern ein bohmisch-mahrisches, polnisch-deutsches Gemisch, das in keiner Schriftsprache vorhanden ist
(Franzke, s, 97).
Jest w tym dużo prawdy, widać też niestety nieznajomość dialektu górnośląskiego, który wywodzi się niemalże bezpośrednio z XVI-wiecznego języka polskiego, który rzeczywiście mógł być mylony z czeskim. Obecność wielu słów niemieckich wynikała zaś z prozaicznej przyczyny: język ten rozwijał się dalej korzystając z nowych słów niemieckich, dostosowywanych do wymowy polskiej. Dotyczy to głównie terminów technicznych, oraz wszelkich nowych wyrażeń z życia codziennego, dopływu których ze strony polskiej był pozbawiony.
Mimo wniosków przedstawionych przez Bendę, nigdzie w pismach urzędowych, dokumentach, listach z tego okresu nie znajdziemy określenia innego, jak język polski. W tym języku spisywane były testamenty osób nie znających niemieckiego, po polsku spisywano także umowy notarialne, co szczegółowo regulowały odpowiednie przepisy.
Stanowiska Bendy nie podzielał radca Johann Samuel Richter, który uważał, że należy zachować miejscowy dialekt i używać jako języka podczas zajęć, nie rezygnując z nauki niemieckiego dla dzieci polskich. Wprowadzeniu języka niemieckiego jako jedynego języka zajęć przeciwstawiał się energicznie. Uważał bowiem, że o wiele ważniejsze jest, aby mieszkańcy tych ziem posiadali odpowiednie wykształcenie, by rozumieć obowiązujące prawa. Zaś co do języka niemieckiego, pisał on, że ludność miejscowa nie będąc zmuszana i tak będzie go przyswajała, czy to przez służbę wojskową, czy przez rozmowy z Niemcami (tamże, s. 98).
Górnoślązacy XIX wieku, często nie uważali się za Polaków, określali się sami jako lud górnośląski lub pruski. Nierzadko określenie “Polak” uważano za coś obraźliwego, co mogło czasem prowadzić przed sąd. Jak pisał Solger, mówiący po polsku Górnoślązacy, woleli określać się hardziej jako Niemcy, Prusacy, niż mający te same korzenie ludzie zza wschodniej granicy (Solger, s. 28). Wpływ miała na to zarówno służba wojskowa i związana z tym, można powiedzieć, wyuczona pruska świadomość godności narodowej. Miała także obserwacja pracowników okresowych przybywających z terenów Kongresówki, nierzadko brudnych, obszarpanych, nie umiejących ani czytać ani pisać, którzy w porównaniu z awansowanymi niejako, niedawno z chłopów pańszczyźnianych do pracowników bujnie rozwijającego się przemysłu górnośląskiego, nie mogli stać się przedmiotem dumy z przynależności do tego samego narodu.
Również ze strony polskiej lud górnośląski oceniany był jako nie czujący i nie myślący po polsku, wspominano o narodowej śmierci na Górnym Śląsku. Dopiero od połowy XIX w. zaczęto powoli znowu budzić wśród ludności górnośląskiej polską świadomość narodową. Tu należy wspomnieć przede wszystkim działania Bernharda Bogedaina (od 1848 radca szkolny w Opolu), którego działania byty podobne do wcześniejszych dążeń Richtera, tyle, że miały o wiele większe oddziaływanie. Ponadto w tym duchu, nie zawsze zamierzenie ku polonizacji, ale mający takie skutki, działali Józef Lompa, bytomski proboszcz J. Schafranek, czy wilkowicki szlachcic Karl von Koschützki. Wprowadzano m.in. częstochowskie książeczki do nabożeństw, podczas których pieśń Serdeczna Matko, oparta na melodii Boże coś Polskę, urosła do roli hymniku narodowego, przez co została wkrótce przez władze rejencji opolskiej zakazana. Nie były to jednak jeszcze działania, które określano wtedy mianem propagandy polskiej (Franzke, s. 104).



Silva rerum, czyli różności
Cyfrowe Archiwa Tradycji Lokalnej
Światowy katalog bibliotek
Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej

